środa, 20 czerwca 2012

Olejek rewitalizujący Himalaya -must have!


Ostatnia moja pielęgnacja włosowa wyglądała następująco.

  1. Olejowanie – olej sezamowy + olej z pestek winogron.

  1. Mycie – szampon Babydream.

  1. Odżywka – łyżeczka olejku rewitalizującego Himalaya (recenzja poniżej), łyżka maski mlecznej Kallos i  łyżeczka nafty kosmetycznej. Wszystko zmieszane. Nałożyłam na ok. 5-7 minut.

  1. Ponowne mycie szamponem Babydream – ważny punkt, bo oleje muszą zostać zmyte!

Tym razem bez żadnej płukanki, bo niestety nie miałam na to czasu. Wysuszyłam jak zwykle zimnym powietrzem i chyba głównie to tak ładnie wygładza włosy. Z dnia na dzień obserwuję coraz mniej rozdwojonych końców a włosy w poszczególnych partiach coraz mniej się puszą!



A teraz obiecana recenzja olejku rewitalizującego Himalaya.



Zakupiony dość spontanicznie, ale przyznam, że spodobał mi się jego obszerny, aczkolwiek naturalny (i poniekąd bardzo ciekawy) skład.


Zawiera mnóstwo wyciągów roślinnych i ziołowych. Cena według mnie dość niska – ok.16-17zł

Co obiecuje producent?
  
"Dzięki naturalnym proteinom olejek Himalaya odżywia włosy oraz zapobiega ich wypadaniu. Stymuluje wzrost włosów. Olejek zawiera tylko naturalne składniki aktywne, które wspaniale poprawiają stan włosów, nadając im zdrowy, piękny wygląd oraz niepowtarzalny blask i połysk. Lekki i pozbawiony lepkiej konsystencji ziołowy olejek do włosów Himalaya wnika głęboko w skórę głowy i odżywia cebulki włosów. Oset i agrest indyjski pobudzają wzrost włosów, a kozieradka i ciecierzyca zawierające naturalne proteiny odżywiają włosy i zapobiegają ich wypadaniu. Miodla indyjska i drzewo Bael skutecznie zapobiegają swędzeniu skóry głowy. Olejek Himalaya jest odpowiedni dla wszystkich rodzajów włosów, szczególnie suchych i zniszczonych."

Moja opinia.
Na początku go nie doceniałam, nie wiem dlaczego, bo jest świetny! Wiele kosmetyków z górnej półki nie może się z nim równać. Przede wszystkim, olejek jest bardzo wydajny i pięknie (ale delikatnie) pachnie. Ach, już wiem dlaczego go nie doceniłamJ Producent zaleca stosowanie olejku na 5 minut przed myciem. Według mnie to jednak zbyt krótko. Przetestowałam inne sposoby wykorzystania olejku Himalaya. Np. Nakładanie razem z innym olejkiem (ryżowym, sezamowym, jojoba itp.) na ok. godzinę przed myciem lub stosowanie w odżywkach (m.in. w tej opisanej przeze mnie powyżej). Olejek sam w sobie jest świetny, ale w połączeniu z innym kosmetykiem jest znacznie bardziej wartościowy!
Bardzo lubię masaż skóry głowy tym olejkiem. Co od zastosowania na włosy, to muszę przyznać, że je wygładza i na pewno odżywia. Nie puszą mi się po nim włosy. Jest olejkiem lekkim, coś jak olejek ryżowy, więc łatwo go zmyć. No i ten skład….:) I jeszcze jedna bardzo, bardzo ważna rzecz - nie jest testowany na zwierzątkach!Jestem zdecydowanie na TAK!



środa, 13 czerwca 2012

Ostatnia pielęgnacja - SPA dla włosów:)


Przed wczoraj zafundowałam włosom małe domowe SPA, po którym - wierzcie lub nie - włosy na prawdę bardzo ładnie błyszczały.
A krok po kroku wyglądało to tak:

1. Olej ryżowy + olej z pestek winogron.
Wlałam ok 1,5 łyżki stołowej oleju ryżowego i tyle samo oleju z pestek winogron. Zmieszałam obydwa oleje w miseczce i pasmo po paśmie nakładałam na włosy. Niewielką ilość mieszanki zostawiłam jeszcze na później. Trzymałam na włosach ok 3-4 godziny.

2. Masaż podgrzanymi olejkami.
Mieszanką olejów, które zostały mi z punku pierwszego, wykonałam masaż skóry głowy. Podgrzałam oleje w domku do aromaterapii ;).

3. Mycie.
W przypadku stosowania olejów, na razie do mycia testuję szampon Babydream.

4. Robiona odżywka.
Teraz coś, co moim włosom, bardzo, bardzo, bardzo się spodobało:). Zmieszałam odrobinę mleka (ok 2 -3 łyżki stołowe) z 1 ale niecałą łyżką miodu naturalnego i dodałam 1 łyżkę naturalnego jogurtu.. Nałożyłam mieszankę na umyte włosy na całą połowę meczu:D czyli na jakieś 45minut. Po tym czasie umyłam raz jeszcze szamponem. Ważne, żeby dobrze zmyć miód, bo może posklejać włosy!!!




5. Przedostatni punkt małego domowego spa. Wreszcie jakiś czas temu w swoim małym miasteczku
 dostałam korzeń łopianu. 



 Ile ja się go swego czasu naszukałam:/ Ale udało się i już mam. Jakimś cudem była...1 paczka! . Ale dobre i to. Korzeń zagotowałam według przepisu podanego z tyłu i zostawiałam do ostygnięcia, po czym przecedziłam. Na sam koniec dodałam łyżeczkę octu jabłkowego domowej roboty:)



 6. Punkt ostatni - mgiełka Jantar, później troszkę wody brzozowej i na sam koniec odrobina masła shea.


Efekt?

Postanowiłam wypróbować suszenie na zimo - wyłącznie zimnym powietrzem. Trochę to trwało, ale nic:D
Moje włosy bardzo polubiły pielęgnację mlekiem i miodem! Widzę, że im to odpowiada. Jestem przekonana, że głównie za sprawą miodu, mleka, oleju ryżowego i octu jabłkowego, włosy bardzo ładnie błyszczały! Pewnie dodatkowym atutem (w moim przypadku) było suszenie na zimno. Łopian wzmacnia włosy, sprawia, że są grubsze. Ale o tym się jeszcze nie mogę wypowiedzieć, poza tym moje włosy są na prawdę grube, więc na tym punkcie aż tak bardzo mi nie zależy. Generalnie, pomysł z tym SPA to był strzał w 10! Żałuję, że nie miałam okazji zrobić zdjęcia, bo połysk na włosach na prawdę mi się podobał:) Obiecuję - następnym razem upamiętnię efekty;) A mleko i miód polecam do pielęgnacji włosów, ale i nie tylko!

wtorek, 5 czerwca 2012

Pora na podsumowanie miesiąca



Tak jak obiecałam - dzisiaj podsumowanie miesiąca maja. Zdjęcia zrobione dosłownie przed chwilką (dzięki mamie:) ), część z lampą, bo już ciemno w pokoju:D
Postanowiłam przy każdym podsumowaniu chociaż troszkę wyprostować włosy, bo przy moich falach niestety ciężko coś porównać...A na prostych włosach widzę czy zmiany idą w dobrym czy złym kierunku...
Tak więc i dzisiaj nieco podprostowałam włosy, ale nie całkiem, żeby ich tak nie męczyć. I na najniższej temperaturze. A pomyśleć, że kiedyś katowałam je najwyższą temperaturą, a one i tak nie chciały się wyprostować...
Pół dnia chodziłam z Amlą i olejem sezamowym. Później umyłam włosy "swoim szamponem", o którym pisałam tu http://swiat-natury.blogspot.com/2012/05/vatikaolej-ryzowy-szampon-szawiowo.html
i raz jeszcze szamponem Babydream. Na minutkę nałożyłam Kallosa, po czym spłukałam rozcieńczonym i dobrze odparowanym piwem. Później, już na suche włosy, kropelka jedwabiu i troszkę masła shea.


Podsumowując miesiąc maj...
Stopniowo, z miesiąca na miesiąc obserwuję coraz mniej puszące się i suche włosy. Jeszcze długa droga przede mną i moimi włosami, ale jest lepiej. Bardziej błyszczą, chociaż jeszcze bez szału. Odrosty - pozostałości chyba (już) sprzed 2 lat kiedy to zafarbowałam na czarno - są już prawie w połowie długości. W tym miesiącu podcinam końcówki. Ajj, nie lubię tego:)



Na początek zbliżenia:

 Bez lampy:
 

 Z lampą: